• Jacek

Niepewna miłość

Tytuł brzmi zagadkowo, a jeszcze dodaje pikanterii fakt, że chodzi tu wyłącznie o mnie... Aż się trudno przyznać, ale fakty mówią same za siebie.

O jaką miłość właściwie chodzi i kogo jeszcze dotyczy? Właśnie. Nie kogo lecz czego…

Dobrze, przyznaję się: skaczę z kwiatka na kwiatek i taki już jest mój podły charakter. Moja niestałość w uczuciach dotyczy oczywiście programów do obróbki surowych zdjęć. Ileż było wpisów na moim blogu, które dotyczyły moich wyborów w tym zakresie? Ostatni raz napisałem o tym na początku 2021 roku i co umieściłem w sieci dopiero 30 grudnia 2021. Przez prawie cały rok wpis wisiał jako nieopublikowany szkic. W nim zawarłem peany na temat Capture One, który w czasie pisania wyszedł w wersji „2021”. Mój stosunek do szacownego CO się nie zmienił. To jest nadal fantastyczny kombajn do wywoływania plików RAW, używany przez fotografów o znanych powszechnie nazwiskach. Niestety, pod koniec 2021 roku pojawiła się wersja „2022”, która oprócz drobnych dodatków (nowy HDR i tworzenie panoram) nie wniosła niczego nowego. Ponadto polityka cenowa Phase One (firmy sygnującej Capture One) była dla mnie nie do przyjęcia. Jakby tego mało, pojawiły się na forach opinie o niestabilności programu. Dla mnie CO ma dwie bardzo ważne cechy: jest fantastyczny w sferze pracy nad kolorami oraz interfejs ma w języku polskim.

Może bym jakoś przebolał to, co się stało z CO, ale jeszcze przed pojawieniem się wersji „2022” natrafiłem na kurs Lightrooma młodego, kreatywnego pasjonata fotografii, Patrika Heliosza, który w „łopatologiczny” sposób, prostym językiem, objaśnił kwintesencje tego programu. Poświęciłem na ten kurs kilkanaście godzin. Wykupiony mam do niego stały dostęp i bardzo chętne powracam do poszczególnych modułów. W trakcie przerabiania „lightroomowych lekcji” Adobe wprowadziło kolejną aktualizację, dając nam do ręki nowy (GENIALNY) moduł maskowania. I cóż? Skoczyłem z kwiatka o nazwie „Capture One” ponownie na kwiatek „Photoshop Lightroom Classic".

Nadmienić muszę, że wierny pozostałem aplikacjom w rodziny Topaz Labs. Uważam, że nie ma lepszego sposobu na odszumianie i wyostrzanie. Topaz DeNoise AI i Topaz Sharpen AI są fantastyczne. I to cały mój workflow. Mam jeszcze zainstalowany jako ciekawostkę Exposure X6 (bardzo ciekawie się rozwija), natomiast porzuciłem próby polubienia się z ON1 (mój komputer bardzo się „mulił”). Oczywiście powrót na łono Adobe wiązał się z powtórnym wykupieniem subskrypcji. Przy okazji uzyskałem dostęp do „dużego” Photoshopa i Lightrooma w wersji „chmurowej”. Z tego pierwszego korzystam sporadycznie, z drugiego raczej nie. Płacąc miesięczny abonament mam pewność stałego dostępu do aktualizacji, które właściwie instalują się samoistnie w tle, nie zakłócając pracy.

I to tyle jeśli chodzi o kulisy wywołania zdjęć umieszczonych na blogu 5 stycznia br.

Dziś dołączam kolejne przykłady końcowych efektów uzyskanych w cyfrowej ciemni - Photoshop Lightroom.











1 wyświetlenie0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

VERA